Czy wędkowanie to już biurokracja, czy wciąż jednak rozrywka?
Blady strach pada na koła wędkarskie w Polsce, nadszedł bowiem właśnie kres zupełnie beztroskiego leniuchowania nad brzegami rzek, jezior i innych akwenów wodnych z wędką w dłoniach. Od maja tego roku bowiem, z chwilą gdy cokolwiek się złapie się na haczyk czeka wędkarzy intensywna – biurokratyczna praca. Każdy bowiem wędkarz musi na ten czas zapomnieć czym jest wędkowania rozrywka, a zająć się skrupulatnym mierzenie, ważeniem i opisywaniem złowionej zdobyczy, to jest obowiązkowe i konieczne, albowiem jeżeli się tego nie uczyni to grozi słony mandat w kwocie pięciuset złotych. Po cóż jest to całe rejestrowanie, odnotowywanie odławianych ryb, dokonywane w specjalnie w tym celu wydawanej książeczce przez Polski Związek Wędkarski ? Otóż PZW argumentuje, iż w naszym kraju amatorsko łowi ryby blisko milion, dwieście tysięcy osób, tym samym związek potrzebuje więcej informacji, na temat ile ryb oraz jakiego są gatunku – wyławiane w Polskich akwenach wodnych ryby, wszystko to w otoczce dobra ekosystemów wodnych w kraju. W rezultacie wszelkie złowione rybki obowiązkowo muszą być zmierzone, zważone i policzone na miejscu – sprawdzaniem zaś przestrzegania nowych zarządzeń zajmą strażnicy Państwowej Straży Rybackiej wraz z policjantami. Rozrywka to marna, całe to ważenie, mierzenie i pisanie, niestety stosować się trzeba, nie ma już odwrotu. Chorendalnie wysokie mandaty wystawiane mogą bowiem być wówczas nawet, gdy w podbieraku jest więcej ryb niźli wpisało się oficjalnie do rejestru. Co ciekawe nasz kraj nie jest wyjątkiem w tego rodzaju regulacjach, zasady ów obowiązują już od jakiegoś czasu w całej Europie, bez względu na to czy wędkarzom się podoba ten fakt, czy nie. Owszem są tacy co narzekają, że łowienie dziś to już żadna rozrywka, że odebrano wędkarzom, de facto przyjemność z łowienia samego. Niestety w tym całym mierzeniu i ważeniu jest trochę słuszności, inaczej skąd wiedzieć jakie ryby wymagają ochrony?